W dniach 16-21 sierpnia br. miało miejsce najważniejsze wydarzenie dla młodego kościoła całego świata – Światowe Dni Młodzieży Madryt 2011. Spotkanie Młodych w Madrycie dostarczyło nam wiele niezapomnianych wrażeń. Mogliśmy tam doświadczyć wiary i entuzjazmu młodego Kościoła z całego świata. Musimy jednak pamiętać, że było ono spotkaniem z Ojcem Św. Benedyktem XVI.No to jazda! Każdy spakowany, gotowy, i pełen zapału, żeby przeżyć przygodę swojego życia. Uśmiech na twarzy, radość i trochę niepewności jak to będzie, tyle nieznajomych twarzy kilkadziesiąt godzin w autokarze. No, ale jak się powiedziało "a" to trzeba powiedzieć też "b,c,d..."
Już od samego początku naszego pobytu w Madrycie wyczuwało się atmosferę wielkiego święta. Na ulicach wzajemnie pozdrawiały się grupy pielgrzymów z każdego zakątka świata, wszędzie powiewały flagi, słychać było śpiewy w wielu językach. Była to świetna okazja do poznania nowych ludzi ich kultury, piosenek, nawet jeśli mieszkają po dwóch stronach świata.
Dni spędzone w Hiszpanii były także możliwością poznania tamtejszej kuchni, a wszystko dzięki voucherom, jakie dostaliśmy, a za które można było otrzymać jedzenie w wielu madryckich restauracjach.
Nie można też zapominać, że Madryt to także centrum kulturowe i sportowe, z wielką ilością zabytków i dzieł sztuki. Takie nazwy jak: Prado, Santiago Bernabeu są znane wielu ludziom na świecie, dzięki pobytowi w stolicy Hiszpanii mieliśmy okazję zobaczyć niektóre z nich.
Każdy z nas wywiózł z ŚDM jakieś osobiste przeżycia i przemyślenia. Ale była to przede wszystkim okazja do spotkania mnóstwa młodych, których łączy wiara i chęć jej pokazania całemu światu.W drodze do Madrytu byliśmy także w sanktuarium, Matki Bożej Pojednawczyni Grzeszników w La Salette (Francja).
W drodze powrotnej do kraju odwiedziliśmy jeszcze Ars miejsce kultu Św. Jana Marii Vianneya. Jest to jeden z moich ulubionych świętych.Bardzo pięknym przeżyciem była dla mie Eucharystia sprawowana przy relikwiach świętego, do której posługiwałem jako lektor. Św. Jan zachwyca mię swoją prostotą, ledwo skończył seminarium duchowne a stał się wielkim świętym. Z maleńkiej parafii w Ars w której ludzie zbytnio nie przejmowali się Bogiem stworzył niesamowitą parafię, godzinami spowiadał wiernych i wzywał do nawrócenia. Do tak wspaniałego spowiednika przybywali ludzie z bardzo odległych miejscowości we Francji.
Następnym naszym celem była mała francuska wioska Taize:
Uroków tego miejsca nie da się opisać, ten klimat, ta wspólnota, tyle przesympatycznych ludzi, poznawanie nowych kultur, wspólnie śpiewających na chwałę Bożą, i wiele wiele innych. Niesamowite było to, że bracia mają tam tak wspaniale zorganizowane to wszystko, że wykarmienie tylu ludzi w tak krótkim czasie jest możliwe i że można to wszystko utrzymać przy pomocy ludzi którzy co tydzień się zmieniają, że ten język którego tam się używa jest tak specyficzny, prosty i ciepły, że można razem przetrwać największą ulewę pod drzewkiem. Byliśmy na modlitwie południowej, pół godziny modliliśmy się wspólnie z braćmi i młodymi z rożnych krajów którzy wracali ze ŚDM. Atmosfera tego miejsca jest wyjątkowa, chrześcijanie różnych wyznań potrafią razem uwielbiać Pana.
Pisząc tą relacje, łza kręci się w oku, serce szybciej bije, a uśmiech sam maluje się na mojej twarzy, ponieważ wszystko to, czego doświadczyłem w ciągu tych kilkunastu dni będzie mi towarzyszyć w każdej minucie, godzinie, w każdym dniu mojego życia.
Niezapomniana przygoda, fantastyczni ludzie, ale przede wszystkim wielka duchowa moc i siła, której nie sposób wyrazić słowami. To trzeba przeżyć i doświadczyć na własnej skórze, by potem nosić to wszystko w sercu ;)

